ROZMOWA:Marek Arcimowicz. Lubię skutecznie rozwiązywać problemy.
Jak zwykle zacznę od pytania: jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z fotografią i czyje zdjęcia oglądałeś wówczas z przyjemnością?
Czasem, kiedy głębiej zastanawiałem się nad początkami mojej przygody z fotografowaniem, nabierałem pewności, że “fotografowałem” już zanim wziąłem do ręki aparat. W końcu oko to doskonała kamera… Wiesz, przygotowania do studiów, na egzaminach był przecież rysunek, a same tematy układano tak, żeby sprawdzić nie tylko umiejętność zapełniania kartki, ale i znajomość perspektywy, pracę ze światłocieniem, kompozycję, wyobraźnię przestrzenną, itd.. To już trzeba było wstępnie opanować w liceum. Później wszystkie te elementy w czasie studiów rozwijaliśmy. Mnie często było mało i poza wydziałem architektury gdzie studiowałem, często gościłem na wrocławskiej ASP. Zajęcia z rysunku, malarstwa, rzeźby, kompozycji przestrzennej, to wszystko miało znaczenie. Przecież teoria barw jest uniwersalna, a to bardzo, bardzo pomogło później bezboleśnie wejść do fotografii.
Źródło: fotogea.com


