Akt - wywiad z Bartkiem Gąsiorkiem
Wiele z Twoich fotografii sprawia wrażenie robionych spontanicznie, są pełne radości, witalności - jak zdjęcia z wakacji, a nie napuszone ,,dzieła sztuki". Czy taki był Twój zamiar?
Bartek Gąsiorek: Zacznę może trochę od końca tego pytania, od "napuszonych dzieł sztuki". Jeżeli idzie o fotografię jako dziedzinę sztuki mam zdanie, które zazwyczaj uchodzi za mocno niepopularne... Chodzi mianowicie o to, że wiele osób wieszczy upadek fotografii ze względu na niesamowicie szeroką dostępność i popularność sprzętu cyfrowego. Codziennie powstają na świecie miliony, jeżeli nie miliardy zdjęć i coraz trudniejsze jest wyróżnienie się pośród tej ogromnej ilości. Po prostu fotografia straciła swój elitarny charakter. Coraz częściej mam wrażenie, że owo "napuszenie" przejawia się na dwa sposoby. Pierwszy objaw to fakt, że w wielu galeriach internetowych bardziej ceni się stosowanie technik analogowych od samego pomysłu na zdjęcie. Nie twierdzę rzecz jasna, że analogowe zdjęcia są "be", mimo że w sieci i tak stają się cyfrowymi. Jednak uważam, że nie motyka czyni rolnika. Drugi z przejawów "napuszenia" wynika chyba z uwarunkowań kulturowych. Podobnie jak w sztuce współczesnej, im mocniej uderzyć w normy społeczne czy nawet moralne, tym bardziej coś jest "sztuką". Niestety przejawia się to "napuszenie" w inności polegającej na brudnej estetyce i to zarówno w warstwie wizualnej jak i emocjonalnej tych fotografii. Ten rodzaj napuszenia najczęściej łączony jest z nagością i często z przemocą niestety. Żeby było śmieszniej wbrew pozorom nie jest to nic nowego, tyle że do niedawna brak było promotorów tego typu zdjęć, krążyły one sobie po prostu w "drugim obiegu" wyłącznie wśród osób zainteresowanych choćby z racji swoich preferencji.
Źródło: swiatobrazu.pl


