Przy każdej okazji podkreśla pan, że fotografia cyfrowa bardzo wpłynęła na pana kreatywność...
Bo to prawda. Nigdy bowiem wcześniej nie istniało narzędzie dające takie możliwości twórczego przekształcania obrazu fotograficznego. Ale pamiętam trudne początki techniki cyfrowej, jak pod koniec lat 90., gdy wyjeżdżałem na festiwal filmowy w Cannes, firma Agfa wręczyła mi pierwszy aparat cyfrowy, który generował zdjęcie o wielkości 1 MB i miał sekundowe opóźnienie wyzwalania migawki. Używając go straciłem kupę świetnych ujęć, m.in. zdjęcie Jeana Reno jedzącego... taśmę filmową. Gdybym fotografował wtedy Canonem T90 zdążył bym zapełnić pół filmu. Pomimo to nie żałuję. To były początki nowej ery w historii fotografii. Cieszę się, że mogłem ją tworzyć. Już wtedy na seminariach w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych  przestrzegałem zawodowych fotografów, że jeżeli w najbliższym czasie nie przejdą na technologię cyfrową, to znikną z rynku. I pokazywałem cyfrowe techniki retuszu, które pozwalały „uszlachetnić” każdą twarz. Już wtedy dysponowałem algorytmami kilkudziesięciu stylów malarskich! Do dzisiaj jestem pod wrażeniem, jak niepowtarzalny styl malarski jakim jest np. impresjonizm można przełożyć na język matematyki.

Cały wywiad

Źródło: swiatobrazu.pl