Myśli pan, że szczególna czy szlachetna forma, jest usprawiedliwieniem dla braku treści?

Masz na myśli złą fotografię... Przykładem mogą być Hilda i Bernd Becher. Są prawdopodobnie młodsi ode mnie, jakieś 10 lat, światowej sławy para nauczycieli. Jako fotografowie stali się sławni dzięki zdjęciom konstrukcji przemysłowych [np. wieże ciśnień, szyby, urządzenia koksownicze itp. głównie w Zagłębiu Rury], bardzo rzeczowe, nic się nie dzieje poza światłem, wspaniałe zdjęcia. Ich uczniowie, Thomas Ruff i Thomas Struth, Andreas Gursky, to są ci, za których fotografie płaci się 80 tysięcy euro. Fotografie, z którymi gdyby przyszedł do mnie student, powiedziałbym: „No, tak... Rób dalej”. Naprawdę. To jest puste, gigantyczne i jacyś lobbyści zrobili temu markę. Pewnie tak do tego doszło: była wystawa, stanęła jakaś osoba przed zdjęciem, mówi do kompana: „Ach, popatrz....” Ten drugi mówi: „Ach, tak...”. I potem taka mamusia mówi do tatusia, a tatuś jest milionerem: „Ach, ładne, było by pięknie to kupić”. Kiedy jeden kupi, autor zaraz zyskuje, na cenie. A to jest puste, przysięgam, moglibyśmy to przeanalizować. Są ludzie, którzy mają wielkoformatowe aparaty i porobili wspaniałe zdjęcia, dziś obrabiają to cyfrowo: z grupowego zdjęcia wyjmują tego i tamtego – można wszystko cyfrowo zrobić... I to jest teraz sławne na świecie.

Wywiad

Źródło: profotografia.pl